niedziela, 11 marca 2018

Polska-Izrael, bo do tanga trzeba dwojga.

Wsłuchiwanie się w nastroje społeczne by udowodnić troskę o historię Polski nie zawsze wychodzi na zdrowie. Przekonali się o tym członkowie rządzącej Polską partii.

Przez dekady zaniedbań w polityce międzynarodowej nawarstwiło się sporo kłamstw historycznych. 
Recepta na odkłamanie prawdy historycznej miała polegać na uchwaleniu ustawy o IPN, penalizującej oszczerstwa na temat uczestnictwa Polaków w zbrodniach nazistowskich. Ustawa miała powstrzymać fałszywy obraz, który zadomowił się w zagranicznej prasie, radiu i telewizji.

Uwierzyliśmy, że ustawa raz na zawsze zakończy ten haniebny proceder i przyczyni się do rozjaśnienia wiedzy historycznej o tym kto był katem a kto ofiarą . Wydawało się, że jest to krok we właściwym kierunku, a potomkowie ocalonych przez Polaków staną w jednej linii by bronić pamięci milionów ofiar hitlerowskiej zbrodni.  
Ku zdumieniu wszystkich cios spadł z najmniej oczekiwanej strony.
Niespodziewanie podczas obchodów upamiętniających 73 rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz przy sali pełnej byłych więźniów głosem ambasador Izraela Anny Azari projekt ustawy został skrytykowany. Wywołało to oburzenie i konsternację wśród zgromadzonych. Nikt nie przypuszczał, że projekt ustawy w tak oczywistej kwestii spowoduje zgrzyt na wydawałoby się idealnych stosunkach polsko-izraelskich.

Projekt ustawy niechcący odsłonił prawdziwy pogląd jaki panuje od dekad w Izraelu. Mit o partnerskich relacjach legł w gruzach po tym jak premier Izraela Netanjahu bez ogródek zakomunikował, że nie zgadza się na uchwalenie tej ustawy, i wyznacza ambasadora do rozmowy w tej sprawie z polskimi władzami. Czy można sobie wyobrazić podobną sytuacje w innym państwie, gdzie premier obcego państwa ingeruję w proces legislacyjny? Czy relacje partnerskie opierają się na takim działaniu?
Czy można sobie wyobrazić podobną sytuację w przypadku innego państwa kiedy premier Polski wyznacza i wysyła do Izraela zespół roboczy do przedyskutowania kwestii ustawy co brzmi bardziej jak tłumaczenie się z podjętych decyzji. Co więcej dzieje się to nie u nas, czy nawet w miejscu neutralnym tylko w Izraelu, co może mieć wydźwięk bardziej jak służalstwo lub uległość niż partnerstwo.

W światłach obiektywów podczas konferencji o bezpieczeństwie w Monachium doszło do niefortunnej wypowiedzi z ust premiera Morawieckiego, co jeszcze bardziej zaogniło w i tak już napiętych stosunkach obu państw.

W odpowiedzi na pytanie zadane przez dziennikarza New York Times, na temat wprowadzanej ustawy o IPN premier Morawiecki odniósł się słowami; ''Oczywiście nie będzie to karane, jeżeli ktoś powie, że byli sprawcy, tak jak byli żydowscy sprawcy, tak jak byli rosyjscy sprawcy, ukraińscy sprawcy, nie tylko niemieccy''.  
Samo wspomnienie, że w gronie oprawców znaleźli się też Żydzi spowodowało szybką ripostę Benjamina Netanjahu który w ostrych słowach wyraził oburzenie i że musi w tej sprawie porozmawiać z Morawieckim. 

Jednym słowem prawda historyczna której tak bardzo obawiają się Żydzi doprowadziła do ukazania prawdziwych stosunków jakie łączą oba kraje. Rysa powstała na skutek procedowanej ustawy pogłębiała się.
Nie pomogły tłumaczenia prezydenta podczas podpisywania ustawy, że przepisy nie będą blokowały działalności naukowej i artystycznej, co niewątpliwie upośledza cały projekt.

Nie pomogło publiczne przyznanie się przez głowę państwa do winy Polaków podczas okupacji. ''Były też przypadki niegodziwości, podłości-wydawanie ludzi, by podlizać się okupantowi, czy uzyskać korzyść materialną'' powiedział Andrzej Duda. Brzmi to niewątpliwie boleśnie dla nas, tym niemniej jeśli już padły te słowa należałoby wspomnieć o roli jaką odgrywały Judenraty w gettach oraz organizacje takie jak Żagiew , lub ''Trzynastka'' kolaborujące z hitlerowcami.

Nie pomogła zapowiedz przekazania budynku szpitala dziecięcego pod budowę muzeum getta warszawskiego, czy publiczne przeprosiny prezydenta Dudy w imieniu Polaków za Marzec 68', choć wiadomo, że w tamtym czasie Polska nie była niepodległa, a wspomniany fakt był wojną frakcji wśród komunistów rządzących krajem.

Wszystkie te zabiegi nie pomogły. Izrael strzelił focha i tylko czekać jakie wysunie postulaty żeby stosunki znowu zaczęły tryskać bezgraniczną miłością i partnerstwem.


zródło wikimedia commons - Uroczystość zapalenia lampu chanukowej w Sejmie, autor Adrian Grycuk



poniedziałek, 5 marca 2018

NATO-Kolos na glinianych nogach.

Analiza raportu przeprowadzonego przez Rand Corporation nie pozostawia złudzeń.
W przypadku nagłego ataku ze strony Rosji sytuacja na flance wschodniej nie byłaby korzystna dla wojsk sojuszu. 

Dysproporcja pomimo nakładów na zbrojenia i stacjonowania wojsk NATO jest nadal widoczna podkreślają analitycy.

W przypadku konfliktu w ciągu pierwszych tygodni wojska NATO mogą zmobilizować ledwie 32 tys. żołnierzy, podczas gdy Rosja mogłaby skierować w tym samym czasie 78tys. żołnierzy.

Do jeszcze większych dysproporcji doszłoby w chwili konfliktu naziemnych systemów broni.

                                         NATO                                             Rosja
Czołgi                                129                                                 757

Transportery                      280                                                 1276
opancerzone

Samoloty bojowe              5357                                               1251

Dane ukazują ogromne wieloletnie zaniedbania wschodniej flanki. Jak podkreślają analitycy jest to związane z polityką NATO nastawioną na misje na Bliskim Wschodzie, Afryce i w Afganistanie. 
Lata niedofinansowania armii europejskich musiało się przełożyć na kondycje bojową formacji wojskowych. 
Przykład potwierdzający raport można zaobserwować u naszych zachodnich sąsiadów.
Bundeswehra boryka się z ogromnymi problemami. Najnowszy raport sporządzony w 2017 przez niemiecki MON ukazuje stagnacje w niemieckiej armii. 
Do misji bojowych zdolnych było średnio 13 z 58 helikopterów transportowych NH 90 i 12 z 62 śmigłowców Tiger. Nie lepiej wygląda sytuacja w przypadku samolotów transportowych A 400 M. 
Niemiecka armia posiada 15 tego typu samolotów, z czego zdolnych do użycia było trzy, bądź też w przypadku w lotnictwa myśliwskiego w którym na 128 maszyn Eurofighter  nadających się do walki pozostało średnio 39.  Kryzys dotknął będącą niegdyś chlubą Niemiec broń pancerną. Na 244 czołgi Leopard do walki zdolnych było średnio 105. Marynarka wojenna również nie obroniła się przed wieloletnimi zaniedbaniami. Z 13 fregat Bundesmarine gotowych do działań operacyjnych pozostało 5. Jednakże najgorsza sytuacja ma miejsce w kondycji okrętów podwodnych typu 212 A. Z sześciu  będących na wyposażeniu Bundesmarine gotowych do służby w 2017 pozostawał jeden, a i ten okręt pod koniec roku został wycofany.


Na te wszystkie problemy z funkcjonowaniem tak istotnej dla obronności kraju instytucji jaką niewątpliwie jest wojsko nakładają się braki kadrowe. Armia ma 21 tys. wolnych wakatów z czego szczególnie odczuwa się braki wśród oficerów.
W 2016 powstał pomysł otwarcia Bundeswehry na uchodźców. Wywołało to falę oburzenia. Niemiecki MON złagodził stanowisko deklarując, że imigranci przechodziliby jedynie szkolenie w zawodach cywilnych i nie dostawaliby broni. Wielu ekspertów ds. wojskowości piętnuje ten pomysł podkreślając, że służba wojskowa w dużej mierze opiera się na tożsamości narodowej i historycznej związanej z danym krajem. W przypadku wcielenia do służby imigrantów właśnie brak tożsamości może stanowić największy problem.
Multikulturalizm  nie zauważalny podczas pokoju w którym może być traktowany jak zwykły etat,
w przypadku konfliktu sytuacja może ulec zmianie kiedy przyjdzie wybierać między powiązaniami kulturowo-religijnymi a lojalnością wobec armii. 

zródlo dw.com
           wikimedia commons Leopard 2 A6

niedziela, 25 lutego 2018

Życzenie śmierci.

Rynek usług rośnie z każdym rokiem stając się poważnym segmentem gospodarki. Walka o usatysfakcjonowanie wybrednej klienteli przyczynia się do poszukiwania coraz bardziej wyrafinowanych usług. Żeby sprostać wymaganiom i zbić kapitał wykorzystuje się luki prawne na polach jeszcze do niedawna niedostępnych. 

Organizacja Exit International- promująca prawo do eutanazji ogłosiła, że ubiegły rok był rekordowy pod względem osób korzystających z oferty wspomaganego samobójstwa. W zeszłym roku przy wsparciu tej organizacji z życiem pożegnało się 734 Szwajcarów, jest to 11 osób więcej niż w 2016.

Jak podaje opublikowany raport organizacji 60 proc. osób które pragnęły w ten sposób odejść to kobiety.
Z opublikowanego w lutym raportu wynika, że w roku 2017 ''Exit'' otrzymała aż 3,5 tys. wniosków o umożliwienia samobójstwa wspomaganego. To o 991 więcej niż w roku 2016. Średni wiek osób wzrósł z 76,7 jaki miał miejsce w 2016 do 78,1 w 2017.
Nie zmieniają się powody dla których ludzie posuwają się do tego kroku. Są nimi nieuleczalne przypadki nowotworów, oraz choroby powodujący chroniczny, trudny do zniesienia ból. 

Założycielem Exit International jest Philip Nitschke. Jest to postać niemniej kontrowersyjna niż poglądy które stara się wdrążyć w system opieki paliatywnej.
Ten urodzony w Australii i pierwszy na świecie orędownik szerszego zastosowania eutanazji, prowadził kampanie celem której było przeforsowanie pomysłu zalegalizowania eutanazji na terenie tego kraju. Jego starania poprzedzone były doprowadzeniem do śmierci czterech pacjentów którzy dobrowolnie poddali się zastrzykowi aktywując procedurę przy pomocy komputera. 
Po latach walki o zalegalizowanie prawa do eutanazji  Nitschke widząc zainteresowanie swoją działalnością powiedział, że nie wierzy już, że dobrowolna eutanazja powinna być dostępna tylko dla śmiertelnie chorych, ale osoby starsze które boja się starzenia i ubezwłasnowolnienia również powinny mieć wybór.
Nadzieją na ''godne odejście'' jest promowany przez Nitschke przeciwpadaczkowy lek Nembutal. 
Lek ten skierowany jest dla chorych na padaczkę, ale również z powodzeniem podawany jest w więzieniach skazańcom w USA. Dla zwolennika eutanazji Nembutal stał się złotym środkiem w promowaniu śmierci. Problem w tym, że lek nie zyskiwał tylko sławy wśród nieuleczalnie chorych, w podeszłym wieku osób. 
W 2010 roku Wiktoriański Instytut Medycyny Sądowej opublikował raport na temat australijskich zgonów spowodowanych przez lek Nembutal, który Nitschke zaleca jako środek prowadzący do eutanazji. Spośród 51 przeanalizowanych przypadków śmiertelnych 14 dotyczyło osób między 20-40 rokiem życia. Raport wywołał burze wśród opinii publicznej. Nitschke w końcu przyznał, że informacje na temat leku dostarczonego przez Internet były dostępne dla osób poniżej 50 lat, które nie były śmiertelnie chore, ale twierdziły, że ryzyko było konieczne, aby pomóc osobom starszym i ciężko chorym. 
Śledztwo ujawniło, że 25-letni Joe Waterman popełnił samobójstwo po uzyskaniu dostępu do internetowego podręcznika eutanazji Nitschke, fałszywie przedstawiając swój wiek jako ponad 50 lat. Waterman następnie zaimportował Nembutal i zakończył swoje życie.
W innym przypadku 26-letni Lucas Taylor popełnił samobójstwo w Niemczech zażywając Nembutal po otrzymaniu porady na forum internetowym Exit International, do którego uzyskał dostęp, twierdząc, że jego wiek wynosi 65 lat. 

Rosnący popyt na śmierć oraz liberalne prawo spowodowało pojawienie się konkurencji.
Swoją ofertą skierowaną do potencjalnych klientów organizacja Dignitas, promuje rozwiązanie dla wszystkich którzy stracili sens życia.
Założyciel Dignitas nie ukrywa, że wśród klientów organizacji znalazły się osoby nieuleczalnie chore, cierpiące na depresję a nawet nieszczęśliwie zakochane. Do samobójstwa dochodzi przez wypicie roztworu pentobarbitalu sodu. Organizacja zapewnia apartamenty dla turystów samobójców, opiekę w ostatniej drodze, i wszelkie formalności związane z pogrzebem. Tyle tylko ,że Dignitas nie robi tego poruszona cierpieniem ludzi ale z bardziej prozaicznego powodu. Organizacja pobiera 4 tys. euro za przygotowanie i asystę w samobójstwie, oraz 7 tys. euro za poniesione koszty medyczne i formalności związane z organizacją pogrzebu. Co ciekawe Dignitas notorycznie odmawia upubliczniania swoich sprawozdań finansowych a jest organizacją non-profit.

Dignitas działa legalnie w myśl szwajcarskiego prawa, które zezwala na eutanazję, kiedy lekarz stwierdzi śmiertelną chorobę chcącego się poddać eutanazji pacjenta.

w 2005 roku do Dignitas zgłosiła się 69-letnia Niemka dokumentując swoją decyzję marskością wątroby. Po wszystkim podczas sekcji okazało się, że była całkowicie zdrowa fizycznie a jej karta zdrowia została sfałszowana. Decyzja o samobójstwie podyktowana była depresją na którą cierpiała.

Kontrowersje z działalnością organizacji Dignitas nabrały rumieńców w 2007 roku kiedy wyszło na jaw, że pracownicy organizacji w hotelach i parkingach podawali śmiertelne dawki pentobarbitalu.
W 2008 roku ujawniono informacje rujnującą reputacje organizacji kiedy okazało się że słono opłacone ceremonie związane z godnym przygotowaniem pogrzebu były tylko sloganem reklamowym a spopielone ludzkie szczątki lądowały na dnie jeziora.


''Prośba o śmierć jest zawsze wołaniem o ratunek, o pomoc terapeutów, duszpasterzy, przyjaciół''-uważa o. dr. hab. Jarosław Kupczak z Papieskiej Akademii Teologicznej.

Wzorowym przykładem na powyższy cytat jest działalność fundacji ''Mimo wszystko'' Anny Dymnej.  
W 2007 zrobiło się głośno w polskich mediach o eutanazji po tym jak Janusz Świtaj sparaliżowany na skutek wypadku jako pierwszy w Polsce złożył wniosek do sądu o zaprzestanie terapii podtrzymującej go przy życiu. Z pomocą przyszła mu Anna Dymna oferując pracę w fundacji, co rozbudziło na nowo chęć życia. Po latach Janusz Świtaj nie dość, że odkrył na nowo chęć życia pracując dla Dymnej to jeszcze poszedł na studia wybierając psychologię na Uniwersytecie Śląskim. 

zródło  www.swissinfo.ch
          BBC
zdjęcie wikimedia commons Skye.marie
          




  

niedziela, 18 lutego 2018

Narodowiec walczy o prawdę.

Wobec skandalicznego oszczerstwa wpisującego się w krzywienie wiedzy historycznej na temat polskich obozów koncentracyjnych twórcy powstającego właśnie filmu ''German Death Camps'' zamieścili zwiastun z emocjonalną wypowiedzią więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych Leszka Zabłockiego.

Treść wypowiedzi jest o tyle wymowna, że pada z ust członka Organizacji Wojskowej ''Związek Jaszczurczy'', wywodzący się bezpośrednio z przedwojennego Obozu Narodowo Radykalnego. 
Klimat jaki wtedy panował w Europie sprzyjał organizacjom narodowym. To też we wielu krajach nacjonalizm(nie mylić z nazizmem) rósł w siłę. 

Sami Żydzi mieli również w swych szeregach organizacje nacjonalistyczną ''Betar''. Organizacja ta za cel nadrzędny dążyła do utworzenia państwa żydowskiego na terenie Palestyny. Członkowie brunatnych koszul Betaru jawnie wspierali faszystowską partię Benito Mussoliniego we Włoszech.
Betar w przeciwieństwie do narodowych radykałów w Polsce odwołujących się w swoich przekonaniach do chrześcijańskiego nacjonalizmu wyrastał ze światopoglądu ateistycznego i materialistycznego podobnie jak miało to miejsce z nazizmem w Niemczech i faszyzmem Mussoliniego we Włoszech. 

W czasie drugiej wojny światowej członkowie Betaru brali udział w powstaniu w getcie warszawskim a nieliczni ocaleni zasilili uczestników tragicznego w skutkach Powstania Warszawskiego.

Dla wielu członków narodowych organizacji los nie okazał się bardziej łaskawy.
Po utworzeniu KL Auschwitz wielu członków narodowego skrzydła znalazło się za drutem kolczastym obozu koncentracyjnego. Nie zważając na warunki utworzyli tam siatkę konspiracyjną. Jej inicjatorami była kilkunastoosobowa grupa działaczy endeckich wywodzących się ze Stronnictwa Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej.
Z czasem grono obozu zaczęło się powiększać. Wśród nowoprzybyłych znaleźli się przedstawiciele organizacji narodowych tacy jak; Witold Staniszkis (działacz Obozu Wielkiej Polski i Ruchu Narodowo Radykalnego- Falanga, ojciec prof. Jadwigi Staniszkis), Roman Rybarski (polityk Narodowej Demokracji), Jerzy Czerwiński (polski adwokat i działacz ONR), Stefan Niebudek (adwokat, publicysta i działacz Narodowej Demokracji), Aleksander Heinrich (prawnik, działacz akademicki i narodowy, jeden z przywódców ONR), oraz Jan Mosdorf (publicysta, doktor filozofii i przywódca Obozu Narodowo Radykalnego).
W sumie cała konspiracyjna obozowa załoga liczyła około 100 osób. Wszelkie animozje zostały zażegnane w obliczu wspólnej niedoli. Powzięto ryzykowny plan niesienia pomocy wszystkim niezależnie od narodowości, poglądów czy wyznania.
Organizowano leki dla słabszych , podrabiano dokumenty które dla wielu więźniów były często ostatnią deską ratunku jak i również przemycano żywność a nawet odzież na teren obozu. 

Z pośród wielu zaangażowanych w niesienie pomocy niekwestionowany prym wiódł lider Obozu Narodowo Radykalnego Jan Mosdorf, który ostatnie chwile życia poświęcił pomocy Żydom.
O pomocy Mosdorfa wspominali ocaleli więźniowie żydowskiego pochodzenia.
Wolf Glickman po latach wspomniał Mosdorfa ''Przedwojenny przywódca antysemickiego ruchu młodzieżowego w Polsce, Jan Mosdorf, niejednokrotnie ryzykował życie, przenosząc moje listy do krewnej, znajdującej się w obozie kobiecym w Brzezince'', '' Mosdorf pracował w Birkenau i często przynosił mi warzywa, a czasem kromkę lub coś do ubrania''. 
Wiele lat po zagładzie milionów ludzi w obozach koncentracyjnych, nawet komunistyczny premier Józef Cyrankiewicz przytoczył przykład Mosdorfa i jego bezinteresowną pomoc w niesieniu pomocy mówiąc ''Podam tu przykład, o którym trudno nie wspomnieć z najwyższym szacunkiem. Mówię tu o przywódcy narodowców radykalnych Mosdorfie. Wcześniej niż inni nacjonaliści czy szowiniści zdał sobie sprawę z tego, że Niemcy na wstępnym etapie mordują tylko Żydów. Otóż Mosdorf zrozumiał, że jest to kwestia kolejności. Rozumiejąc to stał się w obozie jednym z czołowych wyznawców idei solidarności międzynarodowej. Pomagał więc ludziom innych narodowości, pomagał ludziom innych światopoglądów, Żydom, socjalistom, komunistom, pomagał-że użyję jego przedwojennej terminologii-tzw. żydokomunie.''


Chrześcijańskie korzenie polskich nacjonalistów dało świadectwo bezinteresownej pomocy we wspieraniu najsłabszych. Szlachetne pobudki jakimi się kierowali były odzwierciedleniem zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa, którego nawet widmo śmierci nie powstrzymało przed uratowaniem tysięcy żydowskich rodzin przed nieuchronną zagładą.  

Trzeba wyraźnie podkreślić, że to nie w nazistowskich a niemieckich obozach koncentracyjnych zginęło kilka milionów istnień ludzkich. Więźniowie przybywający tam pomimo różnic potrafili się zjednoczyć w walce ku jedynemu celowi jaki im przyświecał a było nim przetrwanie.  
Piekło jakie Niemcy zgotowali podbitym narodom w obozach koncentracyjnych pochłonęło miliony istnień ludzkich. Ginęli tam Żydzi, Polacy, Rosjanie, Romowie, oraz wiele innych grup etnicznych nie pasujących do hitlerowskiej wizji czysto-rasowego społeczeństwa.

Cytowana wypowiedź jest fragmentem powstającego filmu dokumentalnego ''German Death Camps''. Autorzy produkcji zbierają fundusze, które będą przeznaczone na sfinansowanie filmu. Na ten moment zebrano już 71 tysięcy złotych. Oficjalna strona filmu znajduje się pod adresem: www.germandeathcamps.film.

zródło dr. Jacek Misztal, Aleksander Majewski



poniedziałek, 12 lutego 2018

IPN zamyka usta Ukraińcom.


Podpisana ustawa o IPN rozsierdziła Ukraińców. W zapisach ustawy jest mowa o zakazie propagowania ''banderyzmu '', czyli ukraińskiego nacjonalizmu.

Ustawa wywołała również reakcję w Radzie Najwyższej Ukrainy.
Hanna Hopko, szefowa komisji parlamentarnej ds. zagranicznych oświadczyła, że poprzez upolitycznianie historii Polska szkodzi swoim własnym interesom. 
''Czy musimy przypominać o obozie koncentracyjnym w polskim Jaworznie? Czy my, Ukraińcy, musimy po raz kolejny przypomnieć Polakom o akcji 'Wisła' czy traktacie ryskim?
Wybaczyliśmy i poprosiliśmy o wybaczenie. Jest to nasza strategia, którą pobłogosławił moralny autorytet Jan Paweł II. My patrzymy w przyszłość, w której politycy nie budują swojej popularności na kościach i grobach''.- napisała na Facebooku. 

Najwyraźniej braki wiedzy historycznej szefowej komisji lub co gorsza manipulowanie historią na potrzeby aktualnej polityki w której próbuje zrównoważyć polską winę ze zbrodniami dokonanymi przez ukraińskich nacjonalistów.

Warto przypomnieć, że w 1945 roku niepodległej Polski już nie było. Nowa,  władza komunistyczna zarządzana z Moskwy odpowiedzialna była za powstanie obozu pracy w Jaworznie. Za skandaliczne warunki, znęcania a nawet morderstwa odpowiedzialny był komendant. Był nim w początkowej fazie kapitan NKWD Mordasow, który później został zastąpiony przez sadystę i kata Salomona Morela.
Zarówno w pierwszym jak i drugim przypadku trudno winić za odpowiedzialności za ten stan rzeczy Polskę.   

Co do drugiego zarzutu za pomocą którego Hanna Hopko próbuje zrzucić odpowiedzialność na Polaków za akcję ''Wisła'' ,również mija się z prawdą ponieważ akcja ta przeprowadzona przez komunistów położyła ostateczny kres mordom na Polakach ze strony nacjonalistów ukraińskich.

Traktat Ryski kończący wojnę polsko-bolszewicką, podpisany w Rydze 18 marca 1921 r. zasiał ziarno niezgody między Polakami i Ukraińcami. Mieli oni nadzieję na utworzenie niezależnego państwa. Stało się jednak inaczej. Członkowie Narodowej Demokracji reprezentujący stanowisko Polski podpisali traktat, który pogrzebał ostatecznie plany Ukraińców. 
Był to cios dla Ukraińców który spowodował zarzewie nienawiści do Polaków. 
Płomień ten rozpalił się na dobre podczas eksterminacji Polaków przez nacjonalistów z UPA i OUN-B w latach 1943-1945 na Wołyniu.

Po masowych represjach ze strony NKWD oraz Niemców populacja ludności polskiej na Wołyniu skurczyła się do 10-12 proc. wszystkich mieszkańców. Społeczność polska pozbawiona działaczy społecznych, inteligencji i wojskowych stała się łatwym łupem i ofiarą propagandy banderowskiej podsycającej nienawiść do Polaków. 
Okrutny bieg zdarzeń w Kolonii Porośla koło Sarn zapoczątkowało falę ludobójstwa społeczności polskiej. 9 lutego 1943 Ukraińcy zamordowali tam 155 Polaków. Zbiegło się to w czasie z masową dezercją Ukraińców z armii niemieckiej, których wielu brało przedtem udział w mordowaniu wołyńskich Żydów. Duża część dezerterów zasiliła oddziały UPA, co nasiliło represje przeciwko ludności polskiej.
Latem i jesienią 1943 roku terror OUN-UPA rozszerzył się. Już nie tylko powiat sarneński, kostopolski, rówieński czy zdołbunowski spływał krwią ofiar mordów, ale Ukraińcy poszerzyli zasięg działań o tereny powiatu dubieńskiego, łuckiego. kowelskiego, włodzimierskiego, horochowskiego i lubomelskiego.
Szczególnie krwawa okazała się niedziela 11 lipca 1943 r. kiedy to oddziały UPA, przy wsparciu ludności ukraińskiej otoczyły 99 wsi zamieszkiwanych przez Polaków. 
W zgliszczach spalonych gospodarstw ludność polska poniosła śmierć od kul, siekier, wideł, noży i innych narzędzi. Badacze obliczają, że jednego dnia doszło do rzezi około 8 tys. osób. Były to głownie kobiety, dzieci i starcy.
Nierzadko też nabożeństwa odbywające się w kościołach były celem ataków.
Wraz z wiernymi ginęli księża. Pamiętnej ''Krwawej Niedzieli'' 11 lipca z rąk ukraińskich oprawców zginął ks. Bolesław Szawłowski wraz z grupą 200 parafian. W ten sam sposób w kaplicy w Chrynowie życie zakończył z grupą około 150 parafian ks. Jan Kotwicki.

Skala bestialskich mordów zmusiła Polaków do ucieczek z wiosek do miast i miasteczek, gdzie szukali schronienia wśród niemieckiego wojska a 1944-45 wśród Armii Czerwonej.
Tylko nieliczny próbowali się bronić przed przeważającymi siłami UPA-OUN.
Do najbardziej znanych ośrodków obrony zalicza się Przebraże, w którym obroniło się około 10 tys. Polaków. Również bohaterska obrona Huty Stepańskiej i Wyrki z przeważającymi siłami UPA i siłami samoobrony SKW przeszła do legendy. Po kilku próbach zdobycia i zniszczenia wsi obrońcy widząc  grożące unicestwienie wsi zarządzili ewakuacje ocalając w ten sposób życie wielu mieszkańcom.

Łącznie w latach 1943-45 na obszarze Wołynia i Galicji Wschodniej wymordowano 100 tys. Polaków. Niektórzy historycy badający ten mord mówią ,że zginęło nawet 130 tys. ludności polskiej.

Żaden interes polityczny interes nie może zacierać pamięci o ofiarach okrutnie męczonych i mordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Rozzuchwaleni proukraińską postawą Polski  Ukraińcy próbują usprawiedliwiać mord na Polakach zmywając krew z rąk katów tego okrucieństwa. 
Pamięć tamtego okresu na zawsze pozostanie w naszych sercach. Czas najwyższy zrewidować politykę zagraniczną Polski i przestać wspierać potomków oprawców przelanej krwi narodu polskiego.

zródło wikipedia, IPN www.zbrodniawolynska.pl
zródło wikimedia commons zdjęcie zrobione przez Paweł Duński



niedziela, 4 lutego 2018

Bolesny powrót do przeszłości.

Napięcie w stosunkach Warszawa-Tel Awiw zbliża się do zenitu im mniej czasu pozostało prezydentowi do podpisania nowelizacji ustawy IPN penalizującej kłamliwy przekaz o ''polskich obozach koncentracyjnych''.

 Od kilku dni opinia publiczna przeciera oczy ze zdumieniem widząc histeryczną reakcję Izraela na wydawałoby się przejrzystą kwestie kto w czasie II wojny światowej brał odpowiedzialność za masowy mord na Żydach. Przy okazji warto przypomnieć stosunek Polaków, ich heroicznego poświęcenia i tysięcy ofiar jaki naród Polski poniósł pomagając Żydom.
Jako jedyny kraj uwikłany w wojnę za pomoc Żydom groziła śmierć. Wśród wielu bohaterów ryzykujących życie swoim i bliskich jest rodzina Ulmów, która poniosła najwyższą ofiarę za pomoc dwóm rodzinom żydowskim.
Oczernianie Polski na arenie międzynarodowej musi nieść za sobą reakcje o której władze Izraela wolały by zapomnieć.
Niechlubną kartą w historii tego kraju jest fakt, że to nie Polacy a sami Żydzi przyczynili się do zagłady swoich bliskich.
Organizacje takie jak Żagiew powołana do życia w 1940 roku przez żydowski referat Gestapo pod przykrywką walki z lichwą i spekulacją w rzeczywistości trudniła się infiltrowaniem polskich i żydowskich organizacji podziemnych, w tym niosącym pomoc Żydom. Powstaje pytanie dlaczego Żydzi tak chętnie wstępowali w szeregi hitlerowskich okupantów?
Odpowiedzi na ta zagadkę udzieliła doktor historii Ewa Kurek.
Według doktor Kurek, autorce wielu książek zajmujących się tematyką stosunków polsko-żydowskich sedno problemu leży w judaizmie i jego podejściu do życia.
Od drugiego wieku rada rabinów sformułowała prawo o męczeństwie dla uświęcenia Imienia Bożego. Męczeństwo zostało nazwane Kadosh i oznaczało tego kto jest święty. Od tamtego czasu w kulturze żydowskiej męczeństwo stało się idealnym modelem zachowania. Prawo Kiddush ha-Shem obowiązywało również społeczność żydowską zamieszkującą Polskę w okresie drugiej wojny światowej. Istniała również wypływająca z Kiddush ha-Shem, tradycja poświęcania życia części społeczności żydowskiej w celu ratowania reszty.
W tej okrutnej tradycji o tym kto ocaleje, a kto poniesie śmierć męczeńską dla dobra innych decydowali urzędnicy gmin żydowskich. W pierwszej kolejności urzędnicy Judenratów wysyłali wysiedleńców z innych gett, potem dzieci do lat 10, starców, następnie tych którzy byli bezrobotni, własne żony, teściowe , matki. Czynili to w nadziei, że ocaleją, a ich ocalone życie nada żydowskim ofiarom sens męczeńskiej śmierci Kiddush ha-Shem.
Praktyka ta była szeroko stosowana w żydowskich gettach. Brak woli walki i poświęcanie znaczącej części społeczeństwa na śmierć powodowało ogromne straty wśród ludności żydowskiej. Społeczeństwo bez większej woli sprzeciwu poddawało się prawu dzielącemu ludność na ofiary i ocalonych aby mogły przetrwać najbardziej wartościowe jednostki.
Biorąc to wszystko pod rozwagę nie może dziwić rozdział XI izraelskiej ustawy z roku 1950, która mówi, że Żydów czynnie współpracujących z Niemcami przy zagładzie Żydów uwolnić można od odpowiedzialności, jeśli wykażą, że ich działania motywowane były zapobieżeniem ''skutków poważniejszych niż faktycznie powstałe''. Innymi słowy oddawanie wyselekcjonowanej ludności cywilnej na śmierć miało zapobiec zagładzie całego narodu. Tragedia polegała na tym , że sposób na przetrwanie narodu zawiódł z chwilą kiedy Niemcy zamordowali również katów ludności żydowskiej uzurpujących sobie prawo do przetrwania. Z liczącego 250 tys. Żydów łódzkiego getta w 1939 roku, w roku 1945 pozostało 887 osób.

Nic dziwnego, że nie ma udokumentowanych przypadków uratowania Polaków przez Żydów żyjących i mieszkających na terytorium tego samego kraju, dzielących niedole okupacji hitlerowskiej. Możemy być dumni z postawy jaką przyjęliśmy podczas wojny. W żadnym innym państwie nie narażano się tak jak miało to miejsce w Polsce, mimo to uratowano wielu a bohaterowie tamtych lat zostali uhonorowani Oznaczeniem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata w liczbie 6620, co daje 25 proc. liczby wszystkich oznaczonym tym medalem.

zródło wikipedia
 zdjęcie wikimedia commons
 ''Dwa prawa żydowskie'' -Doktor Nauk Humanistycznych Ewa Kurek



 

niedziela, 28 stycznia 2018

Totalitarne zamieszanie w Polsce.

Kurz wzniecony przez stację TVN 24 po wyemitowaniu materiału o polskich neonazistach upamiętniających 128 rocznice urodzin Adolfa Hitlera nie może opaść. Dziennikarze, stacje telewizyjne i politycy prześcigają się w pomysłach jak zwalczać to zjawisko. 

Dziennikarze tej stacji próbują ukazać Polskę jako zagłębie neonazistów i wszelkiej maści ekstremistów. A wszystko przez kilkunastoosobową grupę w której duży procent stanowili dziennikarze śledczy hucznie świętujących urodziny wodza III Rzeszy. Co więcej reakcja i histeria z tym związana, sięgająca najwyższych szczebli państwa musiała zostać zauważona przez zagranicę. 

Niemiecki dziennik ''Die Tageszeitung'' opisuje działalność polskich neonazistów.''Polska stała się w ostatnich latach bardzo brunatna''. Słowa te brzmią co najmniej groteskowo w kontekście tego co się dzieje za naszą zachodnią granicą.
W 2016 r. w Niemczech było ponad 400 marszów neonazistów. W samym Berlinie w sierpniu ubiegłego roku czczono rocznicę śmierci niemieckiego zbrodniarza Rudolfa Hessa. 
Kolejnym przykładem jest koncert na blisko 6 tys. neonazistów bawiących się na koncercie Themar we wschodnich Niemczech.

Podejrzenie o manipulacje związaną z emisją tego materiału spowodowało niemałe zamieszanie w szeregach dziennikarskich.
W tej sprawie został został  wystosowany list przez Zarząd Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W liście tym dziennikarze podnieśli temat przetrzymywania nagrania przez prawie 8 miesięcy przez TVN24 od czasu nakręcenia materiału, co niesie za sobą podejrzenia o celowe działanie w tym zakresie.

Jak można się było spodziewać pole rażenia tego materiału zbiegło się z mainstreamową narracją, próbującą przypisać odniesienia do ideologii neonazistowskiej środowiskom narodowym. Na szczeblach ministerialnych zaczęto wspominać o delegalizacji takich stowarzyszeń jak ONR.
Zastanawiające jest dlaczego od wielu lat w Polsce trwa polowanie na czarownice doszukujące się odniesień do nazizmu w środowiskach patriotycznych, a jednocześnie pomija się symbole komunistyczne często pojawiające się na marszach i pikietach w przestrzeni publicznej.

Artykuł 13. Konstytucji RP wyraźnie zabrania publicznego propagowanie totalitaryzmu w postaci faszyzmu, nazizmu i komunizmu. Artykuł 257. Kodeksu karnego penalizuje taką działalność, czyli można skazać na karę 2 lat więzienia tych, którzy głoszą zakazaną w Polsce ideologię faszystowską, nazistowską i komunistyczną.
W odpowiedzi na to prezes Ruchu Narodowego Robert Winnicki wezwał z wezwał z mównicy sejmowej do delegalizacji Komunistycznej Partii Polski, o co od dawna zabiega Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie. 

Szczęśliwym zakończeniem tej historii jest fakt, że na zlecenie prokuratora generalnego ruszyły prace związane z analizą kwestii delegalizacji stowarzyszenia Duma i Nowoczesność, jednocześnie jak poinformował wiceminister sprawiedliwości do Trybunału Konstytucyjnego ma trafić wniosek o delegalizację Komunistycznej Partii Polski. Na domiar wszystkiego sejm przegłosował ustawę Kukiz'15 zakazującą propagowania banderyzmu i podważania zbrodni ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Zgodnie z nowelizacją czyn ten zagrożony będzie karą grzywny bądź pozbawieniem wolności do lat 3.

zdjęcie wikimedia commons