niedziela, 7 stycznia 2018

Niechlubna przeszłość Clintonów powraca.

Po latach od chwili pełnienia obowiązków jako sekretarz stanu USA przez Hillary Clinton Amerykański Departament Sprawiedliwości wszczął nowe dochodzenie w sprawie fundacji Clintonów. Śledztwo ma wyjaśnić, czy doszło do działań korupcyjnych w administracji Baraka Obamy.

Podczas prezydentury Baraka Obamy Hillary Clinton została mianowana na stanowisko sekretarza stanu. W międzyczasie razem z małżonkiem Billem Clintonem propagowali walkę z ociepleniem klimatu, AIDS i otyłością. Powołali w tym celu fundację Clintonów (Clinton Foundation). Według opublikowanych raportów fundacja przekazywała 10 proc. zebranych funduszy na organizacje charytatywne i akcje objęte ich patronatem. Wątpliwości jednak budził ewentualny konflikt interesów ponieważ fundacja zniosła statutowy zakaz przyjmowania środków finansowych od zagranicznych rządów i organizacji. Dzięki czemu mnożyły się podejrzenia o brak transparentności zarządzanej przez Clintonów fundacji.
Dziennikarze Washington Post w trakcie śledztwa odkryli, że fundacja zebrała ponad 2 mld. dol., a duża części tej kwoty wpłynęła w dość niejasnych okolicznościach.

Afryka.

Afryka to kontynent głodu, bezprawia i niesprawiedliwości społecznej. Kraje afrykańskie zarządzane przez lokalnych watażków, satrapów o dyktatorskich zapędach podatnych na luksus i wypchane konta w szwajcarskich bankach są łatwym łupem dla międzynarodowych korporacji trudniących się eksploatacją złóż rzadkich minerałów i ropy naftowej. Często dzieje się tak, że dyktatorskie rządy marionetkowych przywódców wspierane są z zagranicy, w rewanżu oligarchowie zezwalają na dostęp do bogatych złóż mineralnych.
Mając na względzie propagowane przez Clintonów idee transparentności w zarządzaniu  oraz zapewnienie pokoju i rozwoju można by się spodziewać walki z takimi zjawiskami. Problem w tym, że ich czyny stoją w sprzeczności z tym co głoszą.

W 2003 roku poparciem 95 proc. głosujących urząd prezydenta Rwany objął Paul Kagame. Mieszkańcy głęboko wierzyli, że nowo wybrany prezydent podniesie kraj po latach etnicznych wojen i ludobójstwa. Niestety jego autokratyczne rządy obfitowały w terror i niszczenie opozycji. ONZ oskarżyło go o łamanie praw człowieka.
Tak się składa, że Kagame był przyjacielem Clintona, który wielokrotnie chwalił jego inicjatywy, dostał nawet nagrodę od Billa za sposób prowadzenia polityki.
Przykład ten ukazuje w jaki sposób można rozpocząć działalność komercyjną w Afryce. Clintonowie sprzymierzają się z firmami chcącymi wejść na afrykański rynek, szczególnie chodzi tu o górnictwo i sektor energetyczny. Potrzebują koncesji na dostęp do ropy, gazu lub złóż złota. Wtedy tworzy się sojusz a Clintonowie pełnią w nim rolę pośrednika między firmami a przywódcami państw afrykańskich którzy w zamian za odpowiednią gratyfikację, udostępniają drogocenne złoża. Z tego intratnego interesu wszyscy wychodzą zadowoleni oprócz zwykłych obywateli pomijanych w podziale zysków.

Doskonałym przykładem jest wieloletni przyjaciel Clintonów Joe Wilson, wiceprezes firmy Jarch Capital LLC ,który po nominacji Hillary na sekretarza stanu wspólnie z Clintonami przejął 400 tys. ha ziemi w południowym Sudanie. Umowa została podpisana z lokalnymi watażkami. Ludzie ci łamali prawa człowieka w najbardziej rażący sposób, łącznie z dokonywaniem masakry na wrogim im plemionom. Oficjalnie Wilson inwestował, co było określane mianem zmian na rzecz suwerenności. W rzeczywistości robili interesy z kacykami na setki milionów dolarów. Oczekiwania skupiały się na doprowadzeniu do zwycięstwa a następnie do eksploatacji złóż gazu, ropy i minerałów.

Podobny scenariusz został zastosowany w Demokratycznej Republice Konga gdzie kolejny z grona przyjaciół Clintonów szwedzki inwestor górniczy Lukas Landin przekazał fundacji 100 mln dol.  po tym jak Hillary będąc sekretarzem stanu wycofała się ze wsparcia reform i budowania demokracji w tym afrykańskim państwie, co godziło w interesy biznesmena.

Haiti

W styczniu 2010 roku świat obiegła tragiczna informacja o trzęsieniu ziemi na Haiti. Cała infrastruktura i gospodarka tego karaibskiego państwa została zniszczona, życie straciło 250 tys. ludzi. To był kryzys na globalna skalę, Haiti pilnie potrzebowały międzynarodowej pomocy humanitarnej. Głosem Hillary Clinton Stany Zjednoczone zaoferowały pomoc i wsparcie techniczne dla ofiar. Społeczność międzynarodowa zareagowała w możliwy do przewidzenia sposób. Przekazano około 13 mld dol. od międzynarodowych organizacji humanitarnych. Departament Stanu USA miał nadzorować proces odbudowy Haiti. Mieszkańcy chcieli żeby pieniądze przekazane zostały zainwestowane w odbudowę zrujnowanej infrastruktury kraju. Clintonowie mieli inny punkt widzenia. Chodziło o interesy darczyńców, co doprowadziło do konfliktu z Haitańczykami, którzy zaczęli oskarżać Clintonów o pociąganie za sznurki w Międzynarodowej Komisji Praw Człowieka. Zarzucono Clintonom, że ich decyzje nie przynoszą pożytku ofiarom tylko wspierają głównych darczyńców.
Największym amerykańskim przedsięwzięciem pomocowym okazał się projekt Caracol na który wydano 124 mln dol. Projekt ten przewidywał wybudowanie fabryki tekstyliów na 60 tys. miejsc pracy, który miał stać się motorem napędowym zrujnowanej gospodarki. Problem w tym , że fabryka powstała na północy kraju, a to południe było zrujnowane. Okazało się, że zamiast planowanych 60 tysięcy miejsc pracy firma zatrudniła jedynie 5 tys. Za to amerykańskie korporacje dzięki zwolnieniom celnym i taniej siły roboczej zarobiły fortunę. Korzyści dla mieszkańców były znikome.
Plan Clintonów przewidywał wybudowanie wielkich kompleksów mieszkalnych. Wybrano firmy które miały się podjąć tego zadania. Jak to już wcześniej bywało o tym kto dostanie kontrakt nie decydowało doświadczenie tylko ilość przekazanej darowizny na konto fundacji. Program zakładał budowę 15 tys. domów, zamiast tego zbudowano 2,600.
Nadużycia związane z odbudową Haiti wypatrzyły to przedsięwzięcie. Tylko ludzie związani z Clintonami obłowili się na trzęsieniu ziemi. Zwykli Haitańczycy nie mieli tyle szczęścia. Czara goryczy wylała się na zorganizowanym przez haitańskich aktywistów proteście przed biurem Hillary Clinton na Manhattanie. Zarzucano jej kradzież miliardów dolarów wykorzystując w tym celu Komisję Odbudowy Haiti zarządzaną przez Billa Clintona. Protestujący uważają, że Haiti była przykrywką dla obcych rządów do rozdawania wielomiliardowych łapówek poprzez Fundację Clintonów w zamian za przysługi jakie świadczyła Hillary ,będąc sekretarzem stanu.
Szansa na odbudowę Haiti została zaprzepaszczona. Zamiast odrodzonego Haiti mamy jeszcze bogatszych przyjaciół Clintonów, kosztem mieszkańców koczujących w namiotach nieopodal luksusowych nowo wybudowanych hoteli. Rząd Haiti nie wydał od 50 lat koncesji na wydobycie , zrobił to dopiero w trakcie odbudowy nadzorowanej przez Clintonów.

Hillary Clinton często brała na wokandę zagrożenie jakie niesie ze sobą ochrona środowiska i klimatu. Nikogo nie dziwiło poparcie jakim cieszyła się wśród organizacji proekologicznych.

Projekt rurociągu XL wywoływał ogromne kontrowersje. Aktywiści protestowali przeciw budowie wartej 7 mld dol. inwestycji. Rurociąg XL miał przesyłać z Kanady do zatoki Meksykańskiej 800 tys. baryłek ropy dziennie. Wiedzieli, że mają potężnego sprzymierzeńca w postaci Hillary. Była o krok od podpisania zakazu dla tej inwestycji. Jednakże i w tym przypadku wrzuciła do kosza to co przez lata głosiła po tym, jak Bill dostał lukratywne zlecenie na udzielenie 10 wykładów w Kanadzie za blisko 2 mln dol. od firmy TD Bank Investment Group odpowiedzialnej za realizacje tego projektu.

Jednakże najwyższe honorarium dla Clintona zostało wypłacone przez szwedzką firmę Ericsson .
Firma ta naraziła się departamentowi stanu sprzedając sprzęt telekomunikacyjny do Iranu, Białorusi i innych niedemokratycznych państw, które były objęte sankcjami. Wtedy właśnie Ericsson zdecydował, że to idealny moment na zamówienie wykładu u Clintona. Zapłacili za wykład 750 tys. dol. Tydzień po wykładzie departament stanu opublikował oświadczenie oznajmiające, że rząd USA nie będzie poszerzać sankcji na Iran o sprzęt telekomunikacyjny.

Hillary Clinton nie raz podkreślała swój sprzeciw do rozprzestrzeniania broni jądrowej, ''Reprezentuje prezydenta i kraj, któremu zależy na świecie bez broni jądrowej, gotowa podjąć konkretne kroki by to osiągnąć''.

Jednym z najważniejszych osiągnięć prezydentury Clintona były traktaty o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Cały jego wysiłek poniósł klęskę po tym jak w 1998 r. Indie przeprowadziły podziemną próbę jądrową. Indie tym incydentem zagroziły stabilności w Azji i wystawiły na próbę międzynarodowy konsensus co do zakazu testów z bronią nuklearną. Clinton poczuł się zdradzony przez rząd Indii, wprowadził sankcje i dał wprost do zrozumienia ,że nie uzyskają dostępu do technologii USA dopóki nie podpiszą traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. Rząd Indii bardzo potrzebował technologii amerykańskiej. W roku 2005 zaczął przekazywać darowizny na rzecz fundacji. Mowa tu o dziesiątkach milionów dolarów płynących na konto Fundacji Clintonów i setkach tysięcy dla Billa za jego wykłady opłacane przez grupy partycypujące w porozumieniu nuklearnym. W 2008 roku pieniądze zasilające Clintonów zmiękczyły opór i Hillary zmieniła podejście do traktatów o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej i dostępu Indii do amerykańskich technologii.

''Chcę wam podziękować za waszą walkę z korupcją, która osłabia rozwój gospodarczy , wspiera czarny rynek i przestępczość zorganizowaną i niszczy nadzieję na demokrację''.

                                                                                                                             Hillary Clinton

zródło Peter Schweizer-Clinton Cash 
           


niedziela, 24 grudnia 2017

Walka o utacone mienie żydowskie może uderzyć w stabilizację Polski.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do tematu odzyskiwania żydowskich majątków utraconych w czasie drugiej wojny światowej, który to temat jak bumerang powraca co kilka lat wywołując wśród społeczeństwa trudne do ukrycia emocje. 

Tym razem środowiska żydowskie zniesmaczone ostatnią nieudaną próbą sprywatyzowania i sprzedaży lasów państwowych przez rząd Donalda Tuska ze środków których mieli wypłacić odszkodowania włączyli w tą batalie senat Stanów Zjednoczonych. 12 grudnia senat przyjął ustawę ''Justice for Uncompensated Survivors Today'' przyznającą Departamentowi Stanu prawo do wspierania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holocaustu i do pomagania kanałami dyplomatycznymi w odzyskaniu żydowskich majątków, których właściciele nie pozostawili spadkobierców.

Postulat może i byłby słuszny gdyby nie to, że Żydzi którzy w rezultacie wojny potracili majątki zadośćuczynienie już uzyskali. Stało się to po podpisaniu Traktatu między RFN a Izraelem w 1952 roku, w wyniku którego Niemcy wypłacili zadośćuczynienie w wysokości 3,5 miliarda marek. Dodatkowo Niemcy wspierały rozwój Izraela przez lata, a szacunki mówią, że wartość tej pomocy osiągnęła kwotę 60 miliardów marek.

Pomimo niezaprzeczalnych dowodów Światowa Organizacja Restytucji Mienia Żydowskiego  próbuje zaangażować władze Stanów Zjednoczonych aby wymusiły kolejne ustępstwa i wypłatę pieniędzy za utracone mienie, a mowa jest o szacunkowej kwocie 65 miliardów dol. to jest mniej więcej równowartość rocznego budżetu Polski.

Polska nie może wygenerować takiej sumy w gotówce bez spowodowania natychmiastowej katastrofy ekonomicznej i społecznej. Jeżeli te roszczenia miałyby być zrealizowane w naturze tzn. w nieruchomościach, a to z kolei oznacza, że środowisko obdarowane takim majątkiem dysponowałoby nim na terenie Polski. Znaczy to tyle, że natychmiast zyskałoby dominującą pozycję ekonomiczną i polityczną. W rezultacie naród polski zostałby zepchnięty do drugiej albo trzeciej kategorii.

Pomijając fakt uzyskania przez środowiska żydowskie rekompensaty ze strony władz RFN roszczenia są bezpodstawne ponieważ dotyczą mienia bezspadkowego tzn. mienia do którego nie pretendują żadni spadkobiercy którzy mogliby się wylegitymować uprawnieniami w świetle prawa cywilnego. Są to zasady obowiązujące w wielu państwach ustanowione jeszcze w prawie rzymskim.
Definicja tego prawa brzmi tak; Jeżeli umiera obywatel państwa nie pozostawiający testamentu ani spadkobierców wtedy ten majątek dziedziczy państwo którego ten człowiek był obywatelem.

Sprawa wydaje się przesadzona z prawnego punktu widzenia, jednakże tajemnicą poliszynela jest co  prezydent Andrzej Duda obiecał środowiskom żydowskim w trakcie spotkania które miało miejsce w Nowym Jorku podczas ubiegłorocznej wizyty?
Jak wspominał po spotkaniu Abraham Foxman  lider Ligi Przeciw Zniesławianiu (ADL) wśród wielu omawianych kwestii poruszano także kwestię restytucji mienia zagarniętego po wojnie przez reżim komunistyczny.


zródło Stanisław Michalkiewicz
           PAP
           Money.pl
           photo wikimedia commons




niedziela, 17 grudnia 2017

Masoneria wyciąga rękę do Watykanu.

Śmiertelny uścisk wzajemnej nienawiści między kościołem rzymsko-katolickim, a wolnomularzami spowodował powzięcie próby rozluźnienia wzajemnych relacji i zbliżenia dwóch nienawidzących się instytucji na konferencji, która odbyła się 12 listopada w Syrakuzach na Sycylii

Konferencja zorganizowana przez Wielką Lożę Masońską Włoch nosiła nazwę; Kościół i Masoneria,
tak blisko i wciąż tak daleko. Wśród zaproszonych prelegentów znaleźli się teolog Maurizio Aliotta, biskup Antonio Stagliano, oraz Sergio Rosso i Santi Fedele, wielcy mistrzowie Wielkiej Loży Masońskiej Włoch.
Tuż przed sympozjum proboszcz Cetraro nakreślił cel jaki przyświeca udziałowi hierarchów kościelnych w konferencji z sektą zakazaną i wielokrotnie potępioną przez papieży-– Nie bacząc na różnice, dobrze jest podejmować autentyczne ścieżki służby dla dobra wspólnego i odpowiedzialnego, przejrzystego zaangażowania się w sprawiedliwość społeczną – tłumaczył.

W swoim 11 minutowym wykładzie Msgr. Aliotta ukazał w których aspektach  masoneria jest niezgodna z nauką kościoła. Antropocentryzm, elementy religijne, rytuały inicjacyjne ,oraz duch relatywistycznej tolerancji. Aliotta zdając sobie sprawę z niebezpieczeństwa wykorzystania tego dialogu, zdawał się sprzyjać idei współpracy wokół projektów, które pomagają nam iść razem w kierunku coraz większej humanizacji.

Należy przy tej okazji przytoczyć fragment Encykliki Humanum Genus papieża Leona XIII z 1884 roku odnoszącej się do wolnomularstwa. ''Również i druga namiętna dążność wolnomularzy, zmierzająca do zniszczenia fundamentów prawości i przyzwoitości i do popierania tych, którzy chcieliby, aby tak jak zwierzętom wolno im było robić wszystko, na co im przyjdzie ochota – to nie jest nic innego, jak okrywanie rodzaju ludzkiego hańbą i sromotą i pchanie go do ruiny. To zło jeszcze urasta na skutek zagrożeń, jakie zawisły nad życiem rodzinnym i nad społeczeństwami''.

Sergio Rosso z kolei przedstawił filantropijna twarz Wielkiej Loży Masońskiej Włoch, przy okazji wychwalając działalność charytatywną kościoła katolickiego na świecie. Rosso próbował rozróżnić i oddzielić masoński ''sekularyzm'' od ''antykatolicyzmu''. Zalecił także współpracę katolicko-masońską na poziomie solidarności.

Kolejnym mówcą był Biskup Antonio Stagliano, który na początek przytoczył kilka słów z opery ''Czarodziejski Flet'' katolicko-masońskiego kompozytora Wolfganga Amadeusza Mozarta.
Cytował i chwalił teologa Hansa Urs von Balthasara, który ogłosił "Czarodziejski flet" "operą o boskich cechach" (słowa Staglianò). Jego Ekscelencja donosił także o sądzie Hansa Kuunga o członkostwie Mozarta w masonerii: Mozart stał się masonem, ponieważ tylko tam znalazł ucieleśnienie oświeceniowych ideałów równości, braterstwa i wolności, których nie widział w katolickiej hierarchii Salzburga.Być może mówca dobrze by zrobił, aby podkreślić fakt, że już w XVIII wieku członkostwo w masonerii (w tym w czasach Mozarta) było niezgodne z wiarą katolicką z powodu religijnego indyferentyzmu masonerii, relatywizmu, racjonalizmu, ezoteryki i wolnomularskich przysiąg (z okrutnymi karami grożącymi tym, którzy zdradzają tajemnice masońskie). Chociaż prawdą jest, że biskup Staglianò powiedział, że nie można być zarówno katolikiem, jak i masonem, nie wyjaśnił ani nie wyjaśnił powodów tej niezgodności. Rzeczywiście, Msgr. Aliotta naprawdę zasłużył na znacznie więcej czasu na rozmowę.Jednak biskup Staglianò nie był "miękki" wobec masonów. Wielokrotnie mówił, że są ekskomunikowani, z potwierdzeniem z 1983 r. Kardynała Ratzingera, a następnie prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Dlatego Staglianò powiedział, że pomiędzy katolikami i masonami istnieje "dystans podobny do otchłani"; jest "ekskomunikacja w działaniu". "Jesteś całkowicie wyrzucony, naprawdę na zewnątrz," powiedział biskup, zwracając się bezpośrednio do masonów, którzy byli obecni.
Biskup Staglianò wspomniał nawet o "pogłosce", według której są nawet księża i biskupi, którzy są masonami. Jeśli to prawda, podkreślił, ci księża i biskupi są również ekskomunikowani i mają "problemy z ich tożsamością".Niestety, biskup Staglianò  nie powiedział wyraźnie, dlaczego masoni są ekskomunikowani, ani dlaczego masoneria jest niezgodna z Kościołem. W tym względzie chciałbym wyjaśnić. Kanon 2235 Kodeksu Prawa Kanonicznego z 1917 roku, który nałożył karę ekskomuniki latae sententiae na katolików, którzy dołączają do masonerii, nie został przedłużony w nowym Kodeksie Prawa Kanonicznego w 1983 r. (Obowiązujący od 27 listopada 1983 r.). Na mocy Kanonu 2235 Kodeksu z 1917 r. Każdy katolik został ipso facto ekskomunikowany aktem jego przynależności do Masonerii lub wszczęcia jej. W swojej deklaracji z 26 listopada 1983 r. CDF powtórzył po prostu niezgodność między masonerią a Kościołem, precyzując, że katoliccy członkowie masonerii są w stanie ciężkiego grzechu i nie mogą przyjąć Komunii świętej. Kropka. Nie mówił o ekskomunice. 

Wydaje się więc, że w rzeczywistości, z kanonicznego punktu widzenia, masoni katoliccy nie są ekskomunikowani ipso facto przez akt przylgnięcia do Masonerii (lub jej wtajemniczenia) (w pierwszym stopniu ucznia). 
Jeśli jednak w trakcie ich formacji masońskiej przyjmują i manifestują doktrynę heterodoksyjną lub popadają w apostazję, wówczas ponoszą ekskomunikę przewidzianą za przestępstwo herezji lub apostazji (por. Kanon 1364, kodeks z 1983 r.).Warto również zauważyć, że biskup Staglianò zaatakował tych katolików, którzy byli zakłopotani jego udziałem w konferencji. Napiętnował ich jako katolików, którzy uważają się za "prawdziwych" i "czystych", a zamiast tego są "dalecy". (Od kogo? Od Kościoła? Od Chrystusa?) Staglianò skarcił ich, że mają problemy z katolicką tożsamością. Następnie zwrócił się do masonów z prośbą, że jeśli istnieją "pilne, powiedzmy, sprawy antropologiczne" (sprawy masonów mogą dotyczyć w zjednoczeniu z katolikami) i jeśli oni również chcą podnieść głos w obronie ludzkiej godności i wolności religijnej, to powinni "ukazać" swoje prawdziwe oblicze (jako ludzi zainteresowanych prawdziwym dobrem ludzkości), aby ci, którzy ich ekskomunikowali (Stolica Apostolska), uświadomili sobie, że ekskomunikowali "coś, co nie istnieje". masoni: "Chodźmy razem w tym kierunku."

Ale teraz zadajmy sobie pytanie: co by oznaczało, że masoni pokazali swoje prawdziwe oblicze? Poza tym, czy ekskomunikacja, czy "dystansowanie" masonów byłby rzeczywiście mniejszy, gdyby "pokazywali swoje oblicze"? Jeśli, z jednej strony, biskup Staglianò energicznie chce obwiniać "dystans" między nami po stronie katolickiej (o "czystych" katolikach - czy to katolickich masonów?), Z drugiej strony wydaje się zbyt niejasny w swoim hipotezę, że tak naprawdę istnieje "bliskość" w naszej odległości.W rzeczywistości biskup Staglianò mocno nalegał na prawo sumienia, mówiąc masonom, że nie chce zmierzyć ich dystansu lub bliskości, ale że muszą one być prawdziwe w swoim sumieniu, w swojej antropologii, aby powiedzieć, że nie są złodziejami ani skorumpowani, ani twórcy spisków (przeciwko Kościołowi) itd. Ale mówiąc w ten sposób, w jaki sposób masoni nie pozostają w swoim subiektywizmie? W rezultacie ci katolicy, którzy przywiązują się do masonerii, już podążają za swoim sumieniem.Dlatego odwołanie się do sumienia nie jest wystarczające; należy raczej podać jasne i konkretne wskazówki. Na przykład: Powiedz masonom Wielkiej Loży Włoch, że muszą wyrzec się ezoteryzmu, gnostycyzmu, sekularyzmu i swojej awersji do dogmatów wiary i moralności, jeśli chcą zbliżyć się do nas katolików.Być może nieco zirytowany słowami biskupa Stagliano, wielkiego mistrza Santi Fedele, mówił przez 18 minut, broniąc Wielkiej Loży Włoch, jej publicznej "przejrzystości" i prawa do prywatności. Fedele określił Szanownego Rosy Bindi (włoskiego polityka) "katolickim komunistą". Zaprzeczył, że masoni wykonują "dziwne magiczne rytuały w świątyni." (Nawet w tym punkcie, musiałbym się sprzeciwić.) On wywyższył "świecką moralność "masonerii i przyznał, że" Wielki Architekt Wszechświata "książki Jamesa Andersona Wolnomularstwo (1723) to deista. Wreszcie - odpowiadając ponownie Stagliano - oznajmił z dumą, że ma "pogodną świadomość" bycia "poza wspólnotą wierzących".Pozwolę sobie odnieść się do niektórych moich artykułów tutaj i tutaj, w których, na podstawie tekstów masońskich, podkreślam istotną tożsamość masonerii Wielkiej Loży jako ezoteryczną i opartą na rytuałach inicjacyjnych. Inicjacja i ezoteryzm (gnostycyzm) - oto prawdziwe "serce" masonerii, daleko poza racjonalizm, sekularyzm i działalność humanitarną.Dlatego zapytajmy siebie: do jakiego stopnia i do jakiego stopnia możliwe jest publiczna współpraca w dziełach sprawiedliwości społecznej i solidarności z tymi, którzy praktykują rytuały ezoteryczne i gnostyckie, które prawdopodobnie są otwarte na wpływ nadludzkich lub nadprzyrodzonych wpływów



Po kilku wiekach zmagań wolnomularstwa z kościołem katolickim idee liberalne masonów zaczynają coraz wyraźniej wypierać chrześcijańskie wartości w Europie. Jesteśmy świadkami sekularyzacji życia, burzenia kościołów, dyskryminacji chrześcijan. Warto przypomnieć absurdalną decyzję lokalnych władz w bretońskim miasteczku Ploermel o usunięciu krzyża z pomnika Jana Pawła II , bądź też zakaz noszenia symboli chrześcijańskich w szkołach francuskich.

Jak podkreślił prof. Roberto de Mattei ''W Belgii , podobnie jak we Francji czy we Włoszech, przynależność do masonerii stanowi niemal konieczny wymóg dla zrobienia kariery na uniwersytecie, w sądownictwie i na wszystkich najważniejszych stanowiskach państwowych''.


zródło onepeterfive.com
           nonpossumus.pl
           wikimedia commons photo Igustavinho





sobota, 9 grudnia 2017

BARRY SEAL KRÓL PRZEMYTU - Polski Zwiastun [HD TRAILER] [napisy] #PL

Barry Seal i kokainowe dolary.



Doug Liman znany scenarzysta i reżyser takich kinowych hitów jak; ''Tożsamość Bourne'a'' , czy ''Na skraju jutra'' w swoim najnowszym filmie ''Barry Seal; król przemytu'' przypomniał prawdziwą historie, która wydarzyła się kilka dekad temu i miała niezaprzeczalny wpływ na kształt i rozwój Florydy.

Lata 70' zastały Miami wypełnione mozaiką kulturową, w której większość imigrantów stanowili przybysze z ameryki południowej. Wielu z nich było na bakier z prawem, a najpowszechniejszym przestępstwem które popełniali był przemyt marihuany. Kolumbijczycy stanowiący spory odsetek populacji mieszkańców ,widząc rosnący popyt na zakazane używki postanowili przetestować narkotykowy rynek pod kątem wprowadzenia nań nowego narkotyku. Do każdego przemytu marihuany dodawano kilka kilogramów kokainy. Był to strzał w dziesiątkę bowiem kokaina mimo znacznie wyższej ceny zyskała uznanie wśród klasy średniej, show biznesu i sportu. Z upływem czasu wielu palących marihuanę przerzuciło się na koks. Piecze nad tym biznesem trzymał Kartel z Medelin w skład którego wchodziła rodzina Ochoa, Pablo Escobar i Carlos Lehder
Przemytnicza działalność Barry Seal'aJon'a Roberts'a czy Mickey'a Munday'a, dzięki którym Kartel z Medelin kontrolował 80proc. przemycanej do USA kokainy uczynił z nich multimilionerów. Przeciążone kokainą awionetki kursowały między Kolumbia a Florydą przewożąc tony narkotyków. Doprowadziło to do boomu gospodarczego na Florydzie. Pod koniec lat 70' był problem z kupnem nieruchomości , nie nadążano ze sprowadzaniem złotych rolexów, jachtów i drogiej biżuterii. Strumień kokainowej gotówki zasilał budżet kwotą 7 mld dol. rocznie. Pokusie łatwych, nieopodatkowanych dolarów nie opierali się nawet stróże prawa, biorąc grube pliki łapówek.
Dobra passa dla przemytników i handlarzy trwała jeszcze do połowy lat 80'. Początek końca nastąpił po serii zamachów i morderstw zwalczających się gangów narkotykowych po których policja zaangażowała ogromne siły do walki z nieskrępowaną jak dotąd przestępczością narkotykową. 

Film ''Barry Seal;król przemytu'' zasługuje na uwagę. Wartka akcja, okraszona humorem sprawia, że obraz Limana ukazujący bądź co bądź tragiczną w skutkach biografię ogląda się z wyjątkową lekkością. Narracja filmu przywołuje takie dzieła światowej kinematografii jak ''Wilk z Wall Street'' lub ''Człowiek z blizną'', a to co łączy te filmy to niepohamowany pęd ku spełnieniu amerykańskiego snu, co w konsekwencji doprowadza do upadku. 
Puentą mogłoby być stwierdzenie, ''pieniądze szczęścia nie dają....ale pozwalają wygodnie być nieszczęśliwym;-)''.

zródło  youtube



niedziela, 3 grudnia 2017

Lewicowy ekstremizm

Upływ czasu niczym fale morskie mogą złagodzić nawet najostrzejsze krawędzie kamienia. Przekonała się o tym ex-terrorystka, członkini RAF (Rote Armee Fraktion), Silke Maier-Witt, która po latach od chwili uprowadzenia i zamordowania prezesa Stowarzyszenia Niemieckich Pracodawców Hansa Martina Schleyera poprosiła o wybaczenie syna ofiary tej haniebnej zbrodni.

Lata 60' i 70' na fali postępujących buntów społecznych młodzieży, odrzucających stary porządek stały się wylęgarnią lewicowego ekstremizmu.
Kult takich zbrodniarzy jak Che Guevara, Mao Zedong, Ho Szi Min czy Fidel Castro stał się bodźcem do powołania do życia organizacji terrorystycznych. Do najsłynniejszych należały  Czerwone Brygady czy wspomniany wyżej RAF, znany również jako grupa Baader-Meinhoff  (zaczerpnięty od nazwisk założycieli).

Ruchy lewicowych intelektualistów często z zamożnych rodzin skupiały się na walce z kapitalizmem. Nie oszczędzano mienia podpalając sklepy, wysadzając samochody pułapki, uprowadzając i mordując niewinnych ludzi. Do najbardziej znanych ofiar terrorystów można zaliczyć premiera Włoch Aldo Moro, uprowadzonego i zamordowanego w 1978 przez Czerwone Brygady, czy wspomniany Hans Martin Schleyer, który padł ofiarą wściekłości członków RAF po tym jak odmówiono uwolnienia z więzienia towarzyszy broni tej organizacji, nie wspominając o wielu niewinnych anonimowych ofiarach.

W latach 70' kult RAF-u w Niemczech był tak wyrazisty wśród lewicy, a nawet wśród polityków , że bez skrępowania pojawiali się na wiecach protestując przeciw aresztowaniu i osadzeniu w więzieniu członków tej komórki terrorystycznej. Jedną z postaci nie kryjącej sympatii dla lewicowego terroru  był wicekanclerz i członek niemieckiej partii Związek/90 Zieloni Joschka Fischer. Nie pomogło to jednak w uwolnieniu członków tej organizacji, których większość skończyła tragicznie.
Urlike Meinhof jedna z głównych filarów RAF-u została w 1972 r. aresztowana po zamachu przeprowadzonym na kwaterę główną sił amerykańskich w RFN. Po skazaniu na dożywocie za poczwórne morderstwo Meinhof powiesiła się kilka lat później w więziennej celi. 18 października 1977r. Andreas Baader, Jan-Carl Raspe i Gudrun Ensslin zostali znalezieni martwi w swoich więziennych celach. Oficjalna wersja to samobójstwo.

Był to ostatni akt terroru jaki zafundowała Niemcom ta lewacka organizacja, i choć próbowano w latach 80' reanimować RAF nigdy już później ta komórka nie osiągnęła takich sukcesów jaką odnieśli dekadę wcześniej. 

niedziela, 26 listopada 2017

ORP Orzeł-cmentarzysko historii.

Tajemniczy wrak z okresu Drugiej Wojny Światowej spoczywający na dnie Morza Północnego został odkryty przez polski zespół poszukiwawczy.

Jest nim najprawdopodobniej brytyjski podwodny stawiacz min  HMS Narwhal, który jak się powszechnie uważa został zbombardowany i w konsekwencji zatopiony 23 lipca 1940 roku przez niemieckie siły powietrzne Luftwaffe.

Jeden z członków zespołu płetwonurków Santi Diving, Tomasz Stachura po zlokalizowaniu warku nakreślił chęć spotkania z krewnymi zbombardowanego okrętu i wysłuchania ich historii.

Jednakże prawdziwym celem Polaków jest zlokalizowanie legendarnego okrętu podwodnego ORP Orzeł.
Okręt podwodny ORP Orzeł wsławił się brawurową ucieczką , po tym jak wbrew prawu międzynarodowemu jednostka została internowana przez władze Estonii. Bez map i uzbrojenia jeden z oficerów por. Andrzej Piasecki  posługując się prowizoryczną mapa opartą na niemieckim spisie latarni Morza Bałtyckiego wytyczył szlak przez cieśniny duńskie do baz brytyjskich.
W trakcie swojej krótkiej służby dla korony brytyjskiej ORP Orzeł w 1940 r. zdołał zatopić niemiecki transportowiec '' Rio de Janeiro''. W tym samy roku w niewyjaśnionych okolicznościach został zatopiony w okolicach cieśniny Skagerrak.

'' Podczas przeszukiwania dna morskiego natrafiliśmy na niezidentyfikowany wrak okrętu podwodnego na głębokości 94 metrów'', powiedział Stachura. ''W pierwszej chwili mieliśmy nadzieje, że to Orzeł , ale wkrótce okazało się ,że wrak jest o 4 metry dłuższy niż ten którego poszukiwaliśmy''. ''Najlepszym kandydatem tego niespodziewanego odkrycia był 88 metrowy podwodny stawiacz min HMS Narwhal zaginiony podczas patrolu w lipcu 1940r.''
Stachura dodał, że należy przeprowadzić dokładniejsze badania aby zidentyfikować odkryty wrak.

Poszukiwania wciąż trwają, miejmy nadzieje, że zakończą się sukcesem i ORP Orzeł po 77 latach odsłoni kulisy swojej tragedii.

zródło wikimedia commons,photos
           inews.co.uk